Z wizytą u sąsiadów - Český Těšín i Cieszyn

Český Těšín

Tegoroczną majówkę spędziłam w Bielsku-Białej. Pogoda była bardzo kapryśna (jak to zwykle bywa, kiedy ma się w końcu trochę więcej wolnych dni...).


W sobotę w końcu przestało padać. O słońcu można było pomarzyć, ale temperatura była całkiem znośna (wytrzymałam cały dzień w żakiecie!). Koło południa zapakowaliśmy się do samochodu i wyruszyliśmy w kierunku Cieszyna. Pół godziny później byliśmy już u naszych sąsiadów, w Cieszynie Czeskim. Wycieczki do Czech są naszym małym rytuałem. Moi rodzice i ja robimy sobie takie wypady średnio dwa razy do roku. Kiedyś mieliśmy nawet ulubioną restaurację, która niestety w tym roku została zamknięta, a w jej miejscu powstało coś, co przypomina pijalnię wódki. Szkoda. To właśnie tam można było zjeść najlepsze placki ziemniaczane, pulchne racuchy i gulasz z knedlikami.


Wody Olzy są mętne i wzburzone po kilkudniowych opadach. Udajemy się główną drogą w kierunku Ratusza. O tej porze wszystkie sklepy są jeszcze czynne (w soboty zamykane są często już ok. 14), ale życie miejskie toczy się bardzo leniwie. Garść turystów, staruszek z pieskiem, panowie w piwiarni.
W maleńkim sklepiku kupujemy specjalny ser, który panieruje się i smaży (to jeden z moich ulubionych przysmaków kuchni czeskiej!) i kilka innych smakołyków, które ciężko dostać po drugiej stronie rzeki.





Ratusz

Muzeum Ziemi Cieszyńskiej (Těšínka)




Cieszyn


Chłodny wiatr i niezbyt sprzyjająca pogoda przegoniły nas szybko na drugą stronę Olzy. Tym razem mamy w planach zjeść obiad w "naszym" Cieszynie.


Mijamy zamek i brukowaną uliczką pniemy się w górę, w stronę Rynku. Urokliwe kamieniczki i żółte bratki wyglądają pięknie nawet w pochmurny dzień.






Zatrzymujemy się w jednej z kawiarenek ukrytych w podcieniach ulicy Głębokiej. Cafeteria Corso, bo o niej mowa, kusi zapachem ciasta i kawy. Można tutaj dostać mrożony jogurt z owocami, o niskiej zawartości cukru i tłuszczu (jakby się ktoś odchudzał :)). Siadamy na zewnątrz, przy małym, okrągłym stole przykrytym obrusem w kwiaty i obserwujemy przechodniów. Rozgrzewam się filiżanką cappuccino, mama popija świeży sok z marchwi. Przeglądam program koncertów z okazji Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Janáčkův Máj (tutaj link do strony festiwalu jakby ktoś był zainteresowany, jest też wersja angielska: http://www.janackuvmaj.cz/  ). Gdybym tylko była w tym czasie w Bielsku, na pewno nie przepuściłabym takiej okazji i udałabym się do Ostrawy na jeden z koncertów. Niestety w tym roku będę musiała obejść się smakiem... Kuszą mnie też mrożone jogurty, ale tym razem i z tej przyjemności muszę zrezygnować. W przeciwnym razie przez tydzień nie wyjdę z łóżka. Albo stracę głos. Będę mieć pretekst żeby przyjechać latem do Cieszyna. Na mrożony jogurt i na słynne cieszyńskie kanapki ze śledziem!

Cappuccino: 6 zł
Świeży sok z marchwi: 3 zł

Cafeteria Corso
ul. Głęboka 21
Cieszyn











Trochę się rozgrzaliśmy, ruszamy dalej. Na Rynku tłoczno, pewnie z powodu Przeglądu Filmowego KINO NA GRANICY. Kultura prężnie rozwija się w Cieszynie!


Wąską, brukowaną uliczką schodzimy w stronę Cieszyńskiej Wenecji. Miejsce jest pełne uroku - niewielkie domki, cisza i spokój. Wprawdzie z włoską Wenecją ma niewiele wspólnego, ale i tak jest godne uwagi. Głodni i trochę zmarznięci kierujemy się znów w stronę Rynku. Przy ulicy Trzech Braci zostajemy jednak na dłużej.


Winiarnia u Czecha z zewnątrz wygląda niepozornie. Restauracja mieści się przy stromej, wąskiej uliczce, tuż nad Studnią Trzech Braci - Bolka, Leszka i Cieszka ("studnia" to tak naprawdę altana z XIX wieku), która jest symbolem miasta. Wewnątrz Winiarni mamy dwie sale - mniejszą, tuż przy wejściu i większą, w piwnicy. Jak sama nazwa wskazuje miejsce słynie z win z morawskich winnic jak również z czeskiej kuchni. Wnętrze piwnicy jest surowe, ale klimatycznie oświetlone. Zasiadamy przy drewnianym stole i od razu dostajemy karty. Mimo że lokal został otwarty jakieś pół godziny wcześniej, większość stolików jest już zajęta. Nigdy wcześniej tutaj nie byliśmy, więc odbieramy to jako dobry znak :)

Zamawiam tradycyjny, czeski przysmak - zupę czosnkową z jajkiem, serem, szynką i grzankami (česneková polévka). Z drugim daniem mam większy problem, w menu kusi mnie tyle pyszności! W końcu decyduję się na zwitki ołomunieckie z szynką w cieście piwnym („Tvarůžky” czyli czeski ser, zawinięty w szynce i zasmażony w cieście piwnym). Mama również decyduje się na to danie. Mój tata wybiera schab z serkiem ołomunieckim, podany z tradycyjną białą kapustą. Do tego zestaw surówek.

Zupa wygląda jak tradycyjny rosół, ale intensywnie pachnie czosnkiem. Zamiast makaronu w zupie pływają kawałki dymki, szynki i roztopiony ser. I na wpół ścięte żółtko...
Uwielbiam czosnek, więc zupa bardzo przypada mi do gustu. Jest aromatyczna, rozgrzewająca i bardzo sycąca. Żółtka jednak boję się zjeść, pozostawiam je więc w spokoju na dnie pustego talerza.

Zwitki ołomunieckie również są smaczne. Na pewno mają mnóstwo kalorii, ale kto by się tym przejmował w takiej chwili :) Ciasto jest delikatne, smażone na głębokim tłuszczu. W środku jest szynka i Tvarůžky, które w smaku przypominają ser pleśniowy. Schab z serkiem ołomunieckim również jest niczego sobie, mimo, że mógłby być troszkę bardziej miękki. Sos sprawia, że danie nie jest suche, a Tvarůžky dodają mu charakteru. Porcje wprawdzie nie są powalających rozmiarów, ale wszystko jest smaczne i świeże.

U Czecha napełniliśmy brzuchy i nadrobiliśmy zaległości w tak zwanych rozmowach przy stole. Obsługa była bardzo miła, atmosfera przyjemna a ceny niewygórowane. Następnym razem skuszę się na lampkę wina (albo i dwie!), bo w końcu to Winiarnia!

Zupa czosnkowa z jajkiem, serem, szynką i grzankami (česneková polévka): 8,50 zł
Zwitki ołomunieckie z szynką w cieście piwnym („Tvarůžky” zawinięte w szynce i żółtym serze): 15 zł
Schab z serkiem ołomunieckim: 17 zł
Zestaw surówek: 5 zł
Herbata: 5 zł

Winiarnia u Czecha
ul. Sejmowa 4 (wejście od ul. Trzech Braci)
Cieszyn



















A na deser obowiązkowo czekolada Studentská, Banány (bananowe batoniki w białej lub w mlecznej czekoladzie, popularne w Polsce i dostępne w większości sklepów) i piwo (moim faworytem został Zlatopramen Radler pomarańcza-imbir; takie małe pocieszenie, bo nie mogłam nigdzie znaleźć Złotego Bażanta o smaku grejpfrutowym*).

* ZNALAZŁAM. O dziwo w jednym z hipermarketów w Krakowie :)






2 komentarze:

  1. Złoty bażant grejpfutowy- mega smaczny. Muszę koniecznie wybrać się do Cieszyna na dłużej, do tej pory niestety był tylko krótkim przystankiem w drodze do Pragi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, w Cieszynie jest sporo ciekawych miejsc do zobaczenia :)

      Usuń